"Mroczne Niebo" - Danielle L. Jensen || Książki przy Róży
- Melanie Rose

- 19 mar 2021
- 7 minut(y) czytania

Witajcie Różyczki!
Dzisiaj przygotowałam dla was recenzję książki "Mroczne Niebo", autorstwa Danielle L. Jensen. Jest to kontynuacja "Mrocznych Wybrzeży" tej samej autorki - recenzję tej książki także możecie znaleźć na blogu, o... tutaj.
Jeśli są tutaj osoby, które nie czytały jeszcze "Mrocznych Wybrzeży" i zastanawiacie się po pierwsze - czy warto, po drugie - od której części lepiej zacząć to już szybko wam na to odpowiem: WARTO i to bardzo, moim zdaniem lepiej jest zacząć od "wybrzeży", ale nie będzie to też jakiś straszny problem jeśli zaczniecie od "Mrocznego Nieba", chociaż może być troszkę trudniej zrozumieć o co chodzi. W każdym razie - lepiej zacząć od pierwszej części, ale jeśli uprzecie się, że zaczniecie od drugiej - nieboskłon nie zwali nam się na głowy.
Ale przejdę już do treści:
Zajmę się najpierw liczbami, a więc...
Książka składa się z 540 stron, jednej mapki i dedykacji. Rozdziałów jest 69 i są one podzielone na rozdziały pisane z perspektywy Lidii i te, pisane z perspektywy Killiana - ale o bohaterach za chwilę. W poprzedniej części dostaliśmy także glosariusz oraz dosyć długie podziękowania, co dla mnie odejmuje jeden punkcik, ponieważ ciężko jest mi się obyć w książce bez podziękowań - takie już zboczenie, proszę nie oceniać. Jeśli chodzi natomiast o narrację, to mamy tutaj do czynienia z narracją pierwszoosobową, jak wspominałam wcześniej, z podziałem na perspektywę według dwóch głównych bohaterów.
Ale najpierw okładka. Niby nie powinno się oceniać książki po okładce i w jakimś stopniu na pewno to prawda, jednak tutaj muszę się troszkę do niej odnieść, bo skradła moje serce. Niby jest dosyć prosta - grafika, ładny kolorek na całości, nazwisko pani autorki, tytuł, kilka słów o całej historii od różnych ważnych postaci. ALE zwróćmy uwagę na tą grafikę! A przynajmniej zwróćcie uwagę na nią, kiedy będziecie bardziej się zaczytywać. Widzimy na niej książkę, przecinaną przez miecz i niewielki łańcuszek z pierścionkiem. I szczerze powiedziawszy myślę, że można to interpretować na kilka sposobów - niestety zdradzając wam moją interpretację musiałabym poruszyć kilka tematów zawartych później w książce, a to byłoby już spojlerowanie, czego nie chcę robić - więc jeśli przeczytacie książkę, możecie wślizgnąć się do moich DMs i napisać mi "ej, Melanie skończyłxm czytać, o co chodzi z okładką?" a ja wszystko wam wyjaśnię!
Przejdźmy zatem do bohaterów... Pierwszym bohaterem, którego poznajemy jest Lord Killian Calorian, inaczej: Naznaczony, jednak z tego co się orientuję niezbyt przepada za tym tytułem. Został naznaczony przez boga wojny - Tremona. W pierwszym rozdziale okazuje się, że jego misją jest ochrona muru - muru, który jego zdaniem nie wymagał nawet ochrony, ponieważ od wielu pokoleń zupełnie nic się mu nie stało. Jednak jeszcze w tym samym rozdziale dowiadujemy się, że mur nie jest wcale nie do przejścia, jak się każdemu wydawało. Kilka rozdziałów później czytamy, że derińscy żołnierze, których mur miał powstrzymać, przedostali się do Mudamory, ojczyzny Killiana, której miał bronić, co stanowi pewien problem, zarówno dla Naznaczonego, który zawiódł, a także dla Mudamorczyków, bo to właśnie im zagraża straszna wojna z Zepsutymi - osobami naznaczonymi przez siódmego boga - Zepsucie, mogącymi odbierać ludziom ich życie, zaledwie za pomocą dotyku. Killianowi grozi śmierć za wpuszczenie wrogów do ojczyzny, której miał chronić. Czy uda mu się jakoś uniknąć kary? A nawet jeśli, czy poradzi sobie ze zbliżającymi się wrogami oraz poczuciem winy, które będzie go dręczyć już zawsze? I przede wszystkim: czy to koniec Mudamory?
Kolejną bohaterką, także główną, jest Lidia - którą niektórzy mogą kojarzyć z pierwszej części "wybrzeży". Jest ona adoptowaną córką znanego, szanowanego i bardzo zamożnego senatora, Appiusza Waleriusza. Nie wiadomo skąd pochodzi, na pewno nie z Celendrialu, nie wygląda też jakby pochodziła z żadnych innych terenów znanego Celendrczykom Imperium - ale jak wiadomo w polityce najważniejsze jest nazwisko. Niestety, jako kobieta, według prawa celendorskiego imperium nie ma prawa do dziedziczenia majątku jej ojca po jego śmierci - jedynym wyjściem, aby przeżyła życie do końca po śmierci jej chorego ojca jest więc tylko małżeństwo. Lidia jednak jest bardzo oczytaną i inteligentną kobietą, nie chce wychodzić za mąż, żeby uzależnić się od kolejnego mężczyzny. Pozostaje jej uciec. A szansą na to jest jej bliska przyjaciółka, Teriana - Maarinka, żeglująca wraz z matką i załogą swojego statku po nieskończonych wodach. Dziewczyna nie może jej jednak zabrać wraz ze sobą, taka jest reguła Maarinów: żadnych pasażerów, postanawia jednak nagiąć zasady i daje jej książkę o bogach zachodnich wybrzeży - Siedmiorgu, co później okazuje się być wielkim błędem. Książka wpada w niepowołane ręce, co ma niestety tragiczne skutki, także dla Lidii - ma ona zostać zamordowana. Rozkaz wydał w tajemnicy jej narzeczony. Czy Lidia ma szansę przeżyć? W jaki sposób? Co da jej wiedza na temat Mrocznych Wybrzeży?
Tutaj opowiedziałam wam zarys naszych głównych bohaterów, to naprawdę jest tylko bardzo króciutkie i proste streszczenie zaledwie kilku pierwszych rozdziałów, dlatego teraz opowiem wam, co ja myślę o naszych bohaterach.
Jednym słowem uwielbiam ich. Zwłaszcza Lidię, którą uwielbiam już od "Mrocznych Wybrzeży". Podoba mi się to, jaka jest niezależna, silna i bardzo inteligentna. W jakimś stopniu bardzo się z nią utożsamiam, na pewno chciałabym być też w jakimś stopniu Lidią. Każda decyzja, którą podjęła była logicznie przemyślana, kierowana słusznymi motywami i jestem pewna, że gdybym to ja miała podjąć takie decyzje (zakładając, że miałabym taką wiedzę, jaką miała bohaterka w trakcie podejmowania ich oraz baaaaardzo czysty, niezaprzątany niczym umysł) podjęłabym dokładnie takie same kroki, co ona. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo uwielbiałam i zgadzałam się z główną bohaterką, nie widzę w niej zupełnie żadnych wad - uwielbiajmy Lidię, proszę. Jeśli natomiast mówimy o Killianie - również bardzo silna postać, bardzo nierozumiana i troszkę też zagubiona. Bardzo cierpiąca. Czasami, czytając, było mi bardzo przykro z jego powodu, żałowałam troszkę, że spotyka go wszystko to, co go spotyka i czułam, że nie zasługuje na żadne cierpienie, które zostało zrzucone na jego barki. Muszę przyznać, że uwielbiam momenty, w których pani Jensen pokazywała starcia między Killianem, a Naznaczonym - między możliwościami a obowiązkiem, między cierpieniem a walką, między miłością a przysięgą.
Mamy też oczywiście innych bohaterów. Między innymi Malahi - księżniczkę Mudamory, skrywającą pewien sekret (albo więcej sekretów). Jest ona bardzo inteligentną, przebiegłą i sprytną bohaterką, trzeba jej to przyznać. Jeśli miałabym ją ocenić... Nie mogę powiedzieć, że jej nie lubiłam, ale nie mogę też powiedzieć, że ją lubiłam, nie była ona też dla mnie obojętna. Czasami miałam wrażenie, że decyzje, które podejmuje są bardzo głupie i nielogiczne, czasem podziwiałam ją za jej siłę, a na samym końcu nie wiedziałam, czy jestem szczęśliwa, czy jestem smutna, jeśli chodzi o jej postać. Z jednej strony bohaterka zaskarbia sobie miłość czytelnika, z drugiej zaskarbia sobie coś zupełnie przeciwnego. Mogę więc tylko powiedzieć, że jest ona postacią bardzo ciekawą.
Mamy też do czynienia z wieloma bohaterkami-strażniczkami, ale omówienie każdej z nich zajęłoby mi chyba z wieczność, więc opowiem wam coś o mojej ulubionej! Lena. Lena jest moją zdecydowanie ulubioną bohaterką-strażniczką, zapytacie dlaczego? Odpowiem krótko. Moim zdaniem jest nieustraszona. Nie boi się stawić czoła niczemu i nikomu, nie boi się mówić to, co myśli, jest przekochana w tym co robi, bardzo urocza, bardzo silna i waleczna. Co jeszcze? Nie wiem, po prostu świetna postać, może kiedy przeczytacie - zgodzicie się ze mną, może nie. Pytanie do wszystkich, którzy przeczytali: Jaka jest wasza ulubiona bohaterka-strażniczka? Nie zbywajcie mnie, proszę, jestem szczerze ciekawa.
Nie mogłabym też oczywiście zapomnieć o mojej ulubionej, kochanej Bercoli. Bercola jest olbrzymką, która służy, w pewnym tego słowa znaczeniu, rodzinie Calorianów, a konkretniej właśnie Killianowi. Jest taką jego prywatną strażniczką, obrończynią, może także i nauczycielką. Bardzo lubię relację, która się między nimi nawiązała, ale nie jestem w stanie stwierdzić czy jest to bardziej relacja matka-syn, czy siostra-brat, myślę że coś pomiędzy tym. Bardzo lubię sposób bycia Bercoli, małe żarciki, którymi czasami mnie rozbawiała, jej postawę i poświęcenie. Naprawdę również świetna postać o trochę smutnej historii. Bardzo cieszę się, że się tu pojawiła.
Oczywiście mamy tutaj też innych bohaterów, takich jakrodzina Killiana, dwórki Malahi, ojciec Malahi, Finn, arcylordowie, rodzina Lidii, Kasjusz, Teriana, Przynęta - jest tego naprawdę pełno, ale ja przedstawiłam wam tutaj tych, którzy moim zdaniem byli tymi "najważniejszymi" i także moimi ulubionymi. Jeśli miałabym ich wszystkich razem podsumować to powiedziałabym: piękni. Nie wiem nawet dlaczego, może chodzi tutaj o to jak pięknie są zbudowani, może o to, że każdy z nich był bardzo piękny w mojej wyobraźni, naprawdę nie jestem w stanie się określić.
Natomiast jeśli miałabym powiedzieć co sądzę o stylu w jakim książka jest napisana i utrzymana, to muszę przyznać, że kocham sposób pisania pani Jensen. Każde jej słowo ma dla mnie taki niesamowity wydźwięk, zupełnie, jakby to wszystko działo się naprawdę gdzieś bardzo daleko, a jednocześnie blisko, stąd.
Sarah J. Maas ponownie bardzo dobrze podsumowała całe moje rozmyślania na temat tej książki:
Wszystko, czego oczekuję od powieści fantasy.
Oczywiście, jak możecie się domyślić mamy tutaj do czynienia z wątkiem romantycznym. Jednak i to jest naprawdę niesamowite u pani Jensen, bo miłość w jej książkach jest taka oczywista i niespodziewana jednocześnie. Niby wiemy, co się wydarzy, wiemy kto z kim będzie, wiemy jak wszystko się skończy, ale tak naprawdę nie wiemy ani tego, ani nie znamy tych wszystkich smaczków, które zostaną nam dane po drodze. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Naprawdę wielkie brawa w stronę pani Jensen za takie niesamowite tworzenie relacji między postaciami, które tak naprawdę nawet nie istnieją.
Słuchajcie! Muszę się wam do czegoś przyznać.
Kiedy zamówiłam sobie "Mroczne Niebo" nie przeczytałam opisu książki. Dwa dni później przyszło mi ładnie do domku, otworzyłam paczuszkę, otworzyłam książkę, zaczęłam czytać i zdziwiłam się najpierw pierwszym rozdziałem z perspektywy niejakiego Killiana. Nie pamiętałam nikogo takiego z poprzedniej części, więc zaczęłam się zastanawiać o co tutaj chodzi. Myślałam bowiem, że będzie to kontynuacja "przygód" Teriany. Ale stwierdziłam, że może to jakaś wstawka jakiejś innej nieznajomej postaci, więc czytam sobie dalej. I pojawia się Lidia. Odstawiłam książkę na bok. Przeczytałam króciutki opis książki na jej okładce. I nie byłam pewna czy czuję się szczęśliwa, czy rozczarowana, bo liczyłam na Terianę. Teraz jednak muszę szczerze przyznać, że cieszę się, że nie jest to kontynuacja "przygód" Teriany, a historia Lidii i Killiana, jak przeczytacie obie książki prawdopodobnie podzielicie moją opinię.
Koniec jednak tej małej anegdotki, morał z tego taki: Zawsze czytajcie opisy książek, których kupujecie.
W każdym razie - bardzo dziękuję wam za przeczytanie tej recenzji, mam nadzieję, że zachęciłam was do przeczytania książki. Oczywiście, jeśli będzie kolejna część "Mrocznych Wybrzeży" zamówię ją sobie natychmiast, tym razem spróbuję przeczytać opis, równie natychmiast ją przeczytam i napiszę recenzję, żebyście wiedzieli, czy warto. Muszę się przyznać, że mam nadzieję w przyszłej części na jakiś jednopłciowy główny związek, ale to takie osobiste przemyślenie.
Ja oceniam tę niesamowitą powieść fantasy na 9,5 różyczek z 10 możliwych. Mam nadzieję, że i wam się spodoba, jeśli przeczytacie - koniecznie dajcie mi znać, czy tutaj w komentarzach czy na jakichś moich mediach społecznościowych.
Trzymajcie się ciepło i bezpiecznie.
Miłego czytania!
Melanie Rose
19 marca 2021r.


Komentarze