top of page

"Królowa Niczego" - Holly Black || Książki przy róży


ree

Witajcie Różyczki!

Dzisiaj mam dla was (w końcu!) krótką recenzję kolejnej części "Okrutnego księcia" autorstwa Holly Black. Jeśli nie czytaliście jeszcze "Okrutnego księcia", może nawet nie macie pojęcia, że taka książka istnieje, to bardzo polecam przeczytać zarówno książkę jak i moją recenzję - [link]. "Królowa Niczego" jest trzecią częścią serii, więc jeśli nie czytaliście drugiej części - "Zły król" - a czytaliście pierwszą część, to również polecam książkę i zapraszam na moją recenzję, jeśli nie jesteście pewni czy warto - [link].


Okej, skoro już załatwiliśmy te "formalności" to może pokrótce przypomnijmy sobie poprzednie części.


Seria "Okrutny książę" opowiada o życiu zwyczajnej śmiertelniczki - Jude, żyjącej w świecie elfów. Bohaterka musi więc zmagać się z trudnymi zagadkami, męczącymi elfami i ciągłymi pułapkami na jej życie. W pierwszej części mamy do czynienia z tytułowym księciem Cardanem, który w wyniku wielu zdrad, intryg i zamachu na życie ówczesnego króla, zostaje władcą elfiej krainy Elfhame. W drugiej zaś części autorka skupiła się na opisywaniu władzy i tego jak trudno jest ją utrzymać. Mamy tam ciągłe obawy Jude o stratę władzy, porwanie bohaterki w głąb morza, i wiele, wiele innych okropnie ciekawych historii. Ta część kończy się cichym ślubem i jednocześnie też wygnaniem Jude z Elfiego królestwa.


Kiedy tylko skończyłam "Złego króla", pełna emocji zaczęłam po raz kolejny zastanawiać się, co jeszcze mogłoby się stać. Na co takiego jeszcze mogłaby wpaść ta cudowna autorka? Dostaliśmy już króla Cardana, królową Jude i jednocześnie wygnanie Jude z królestwa. Co jeszcze moglibyśmy takiego dostać, żeby po raz kolejny pospadać masowo z krzeseł?


Przyznaję, że tym razem trochę wpadłam na to, czym okaże się ta niespodzianka i bardzo mi się to nie spodobało.


Jeśli więc chodzi o słabe strony książki - fabuła nie jest jakimś niesamowitym zaskoczeniem. Faktycznie mamy tam drobne smaczki, które są takimi drobnymi niespodziankami, trochę jak takie kinder niespodzianki, które pewnie każde z was uwielbiało, jako dziecko ( i pewnie uwielbia dalej). Warstwa czekolady okazała się jednak zdecydowanie za mała, bo zniknęła w ciągu niecałych dwóch minut i trzech gryzów, a zabawka okazała się być albo brzydka i niezbyt fajna do zabawy, albo mieliśmy już identyczną figurkę. Podsumowując: jakieś tam niespodzianki były, ale zdecydowanie nie tak satysfakcjonujące jak w poprzednich częściach.


Kolejną wadą, której nie jestem w stanie wybaczyć tak łatwo jak niefajnej zabawki, jest widoczna niechęć autorki do pisania tej części. Jeśli czytacie trochę książek, a zgaduję, że skoro tu jesteście - to czytacie, to jestem pewna, że zauważyliście, że emocje autora bardzo odbijają się na jego tekstach. Jeśli pisarz pisze od niechcenia, to bardzo trudno czyta nam się ten "niechciany" fragment. Zwłaszcza odczuwałam tą okropną niechęć na początku, później pani Black musiała poczuć nagłą wenę, czy inną inspirację i.... zdecydowanie inaczej się to czyta! Dlatego też, uwaga dla wszystkich czytających to pisarzy (tych początkujących i zaawansowanych) nigdy, powtarzam: NIGDY nie piszcie niczego od niechcenia. Jeśli nie czujecie, że napiszecie w danej chwili coś dobrego, to się do tego nie zmuszajcie. Czasem naprawdę lepiej, żebyście nie napisali nic, niż żebyście napisali jakiś gniot. Zaufajcie mi, też piszę! (Przy okazji skoro już przy tym jesteśmy zapraszam na mojego Wattpada!)

Oczywiście książka ma też swoje plusy! I nie ma ich też aż tak mało...


Jedną z jej zalet, jak i też zalet jej poprzedniczek, jest niesamowicie piękna szata graficzna. Błagam! Widzieliście te okładki? Widzieliście te rysunki? Coś pięknego, a z tego co wiem, to wiele ludzi takich "drobiazgów" nie docenia, mimo że naprawdę powinni. Książki z tej serii są naprawdę piękne pod tym aspektem, każda z nich ma swój własny klimat i naprawdę wszystko to bardzo doceniam! Tutaj "tematem" przewodnim jest zima - lód, śnieg, mróz - węże, gwiazdy oraz korony. Dodatkowo dostaliśmy też na początku piękną mapkę, przypominającą poprzednie, jednak jak zawsze różniącą się drobnymi szczegółami. Naprawdę warto zwrócić na to wszystko uwagę, bo jest to prze-śli-czne!


Uwielbiam też styl pisania pani Black. Uwielbiam jej długie, piękne opisy czy to jakichś miejsc, roślin, ludzi czy sytuacji - jej opisy to kolejny cud świata, możecie mi uwierzyć! Całe moje serce skradło opisywanie ludzi, jako nędznych słabych istot, które można tak łatwo zniszczyć - uwielbiam całe to szyderstwo, pchane przez elfy w stronę ludzi i zapał, z jakim Jude próbuje zniszczyć całą tą niechęć elfów do ludzi. Dodatkowo autorka świetnie opisuje sceny walki, zarówno te niewielkie pojedynki na sztylety i miecze, jak i wielkie, przechodzące do legend, bitwy.


Skoro już mówimy o zaletach to nie można nie wspomnieć o bohaterach, tym jak dobrze są zbudowane wszystkie w postacie w tym świecie. Tym, jak dobrze opisane są ich uczucia, jak dobrze wytłumaczone są ich motywy, jak dobrze przedstawione są ich cele, w jak najlepszym świetle nawet jeśli są najmroczniejsze. Ubóstwiam postać Jude, tak silnej, odważnej i walecznej dziewczyny, tak ambitnej, mimo że żyjąc pośród wspaniałych elfów, wciąż musi się czuć słaba i niewystarczająca. To samo z Cardanem - uwielbiam to, że został władcą całej krainy, mimo że wszystkim wydawało się, że nigdy nie zostanie królem, bo się do tego nie nadaje. Tylko jakim tak właściwie władcą jest król Cardan? Uwielbiam to, jaki jest złośliwy i trochę egoistyczny, bardzo pasuje mi to do jego elfiej postaci!


Uwielbiam też wszystkie sceny czysto-romantyczne. Uwielbiam chemię, którą cały czas czuje się pomiędzy Cardanem i Jude, nawet kiedy dziewczyna jest na wygnaniu. Uwielbiam też inne romanse, o których w tej książce wspomniano, a których nie chcę zdradzać. Naprawdę, zaufajcie mi i pani Black, bo autorka naprawdę zrobiła to dobrze.


Wróćmy jeszcze na chwilę do bohaterów, bo nie wspomniałam o tych nie-głównych postaciach. Mamy więc tutaj chociażby Taryn, siostrę Jude, również śmiertelniczkę, żyjącą w świecie elfów. W tej części mam wrażenie, że pani Black próbowała pokazać nam dziewczynę w takim świetle w jakim powinna być przedstawiana od samego początku. Widzimy w niej tą zimnokrwistą, trochę okrutną dziewczynę, którą powinna być od samego początku. Taryn znacznie bardziej przypomina elfkę w "Królowej niczego" niż przypominała w każdej innej części, a jak dobrze wiemy, w przeciwieństwie do Jude i Vivienne, właśnie taką prawdziwą, zwyczajną elfką chciała być.

Co do Madoka, w tej części i on pokazał nam trochę bardziej tą elfią stronę i bardzo mi się to tutaj podobało. Oczywiście i w poprzednich książkach, autorka ciągle pokazywała nam, że jest on PRAWDZIWYM elfem z całym tym egoizmem i obojętnością na czyjeś cierpienie, ale tutaj mam wrażenie, że jest to doprowadzone do takiej granicy. Mam wrażenie, że tutaj Madok zdecydowanie wybiera władzę zamiast miłości i myślę, że bardzo to widać.


Jeśli chodzi o Dęba - nie mogę wykrzesać z siebie nic więcej, oprócz tego, że TEN elf jest tak... uroczy! Bardzo lubię postać Dęba od samego początku, myślę że wprowadza fajny klimacik do całej historii. To samo zresztą z Vivienne i Heather oraz z Bombą i Karakanem - wszystkie te postacie są w pewien (każda w różny) sposób charakterystyczne i wprowadzają niesamowity klimat do całej historii. Przez co też nie wyobrażam sobie "Królowej Niczego" bez nich.


Świetna robota, pani Black!


Cała ta książka, cała historia jest naprawdę wspaniała. Bardzo lubiłam każde słowo w niej, podoba mi się fabuła, kocham bohaterów. Po poprzednich częściach oczekiwałam jednak czegoś innego. Czegoś lepszego. Kiedy skończyłam tę część czułam niedosyt, ale nie taki niedosyt jak po "Złym królu", czy "Okrutnym Księciu". Przez jakiś czas nie chciałam nawet myśleć o tej serii, bo tak bardzo nie mogłam znieść tego co dostałam. Teraz już na szczęście trochę ochłonęłam i patrzę na wszystkie te książki naprawdę przychylnie. Jednak nie mogę wybaczyć autorce tego, że "Królową Niczego" dostałam po "Złym królu", bo znacznie bardziej wolałam poprzednika.


Moja finalna ocena to będzie więc 7,5 różyczki na 10 możliwych. Dlaczego? Może narobiłam sobie zbyt dużych oczekiwań, a może po prostu poprzednie dwie historie były lepsze, nie jestem pewna. W każdym razie trochę się zawiodłam, nie jakoś bardzo, ale i tak się zawiodłam i nie mogę tego pani Black darować, z góry przepraszam!


A teraz żegnam i życzę wam wszystkim miłego życia!

Melanie Rose

6 listopada 2020r.

Komentarze


Dołącz do mojego newslettera!

© 2019 Melanie Rose. Z pomocą niesamowitego Wix.com

  • Biały snapchat Ikona
  • Biały Instagram Ikona
bottom of page