"Serce Trolla" - Holly Black || Książki przy Róży
- Melanie Rose

- 14 maj 2021
- 4 minut(y) czytania

Witajcie Różyczki!
W końcu udało mi się przeczytać kolejną książkę z elfiego uniwersum stworzonego przed panią Holly Black - "Serce Trolla". Przyznam, że trochę się z nią przemęczyłam, dlatego też spędziłam nad nią zdecydowanie zbyt dużo czasu.
Książka ta należy do serii "Elfy Ziemi i Powietrza" i mogliście ją wcześniej przeczytać pod nazwą "Waleczna. Wielkomiejska baśń.". W całym cyklu poprzedza ją "Zła królowa", której recenzję mogliście, albo możecie przeczytać również na tym blogu [link], jednak moim zdaniem znajomość ani poprzedniej części, ani serii "Okrutny książę" (jest to historia umieszczona w tym samym uniwersum, recenzję także możecie znaleźć na moim blogu) nie jest wymagana - nie zauważyłam zbyt wielu istotnych punktów wspólnych. Było ich kilka, chociażby postać Roibena, ale bez znajomości tychże książek na spokojnie sobie poradzicie i wszystko zrozumiecie!
A teraz trochę więcej o samej książce...
Składa się ona z 14 rozdziałów i prologu, moje wydanie liczy sobie 288 stron. Jak w poprzednich książkach tej autorki, które czytałam, i w tej każdy rozdział opatrzony jest niewielką ilustracją, pasującą do całej książki oraz krótkim cytatem z różnych dzieł literackich - mamy tu na przykład "O tym co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra" Lewisa Carrolla, "W złotej komnacie" Oscara Wilde'a, "Tragedia króla Ryszarda Drugiego" Williama Shakespeare'a, czy "Zaślubiny nieba i piekła" Williama Blake'a. Separator, który czasem się pojawia, ma postać łyżeczki.
Główną bohaterką jest Valerie - w skrócie Val - Russel. Mieszka razem z matką w New Jersey. Można powiedzieć, że jest zupełnie zwyczajna. Jak każdy chodzi do szkoły, ma przyjaciółkę, chłopaka, gra w szkolnej drużynie lacrosse. Sama przyrównuje się do Chewbacci i Robina, niż Hana Solo i Batmana. Pewnego dnia jednak wszystko się psuje. Znajduje się w Nowym Jorku, śpiąc na dworcowej ławce. W wielkim mieście znajduje przyjaciół, takich, na których wcześniej nawet by nie spojrzała - Lolli, Szemranego Dave'a i bardzo dziwnego Luisa. Nagle staje się dilerką przedziwnego narkotyku, o którym na pewno jeszcze nie słyszeliście, a następnie znajduje się w samym środku elfiej intrygi. Jak większość bohaterek w książkach pani Black - Val również uczy się walczyć mieczem, ale muszę przyznać, że bardzo podobają mi się te wątki nauki sztuki walki mieczem. Pytania, które na początku pojawiły mi się w głowie to: Czy Val wróci do swojego domu? Czy w ogóle uda jej się ujść z tego wszystkiego z życiem? I jakim kosztem?
Teraz troszkę krócej o pozostałych bohaterach.
Zacznę od Lolli - zagubionej, nieco uroczej, nieco szalonej dziewczynie. Narkomanka, nie potrafiąca żyć bez dziwnego narkotyku, któremu sama nadała nazwę, śpiąca na ulicy razem z Davem i Luisem.
Natomiast Dave i Luis są braćmi, mieszkają na ulicy od kiedy ich ojciec zabił ich matkę. Dave jest szaleńczo zakochany w Lolli, zdolny zrobić wszystko, dosłownie wszystko, żeby tylko zwrócić na siebie jej uwagę. Razem z innymi roznosi tajemniczy narkotyk, również biorąc sporą jego część dla samego siebie. Luis natomiast ma dar widzenia elfów. Widzi wszystko takim, jakie jest, pozbawione wszystkich czarów iluzji, przez to szczerze nienawidząc wszystkich elfów. Jako jedyny nie podkrada eliksiru trollowi, jako że tylko on widzi, jak narkotyk ten naprawdę wpływa na ludzi. Bez wzajemności kocha się w nim Lolli, on jednak zdaje się jej nie zauważać. Wszystko co robi jest kierowane dobrem jego brata, jednak czy Dave odwzajemnia tą troskę? Czy to widzi? Dlaczego Luis tak strasznie nienawidzi elfów? I czy nienawidzi ich słusznie...?
I na sam koniec zostawiłam sobie Ravusa - trolla, dla którego wszyscy roznoszą narkotyk. Jest bardzo tajemniczy. Zresztą skrywa on pewną tajemnicę, co nie jest aż takie dziwne, każdy z nas przecież jakieś ma, prawda? Zajmuje się alchemią, próbuje pomagać innym elfom, poprzez tworzenie eliksiru, mającego w jakimś stopniu ochronić je przed szkodliwym działaniem żelaza. Jednak czy zdoła ochronić przed swoimi zdolnościami samego siebie?
Podoba mi się to, że jest poruszony motyw uzależnienia od narkotyków i skutków, które się z tym wiążą nawet jeśli jest to przedstawione w taki "fantastyczny" sposób, jednak jest to trochę potraktowane "po macoszemu", tak samo z wątkiem uciekania z domu w młodym, nastoletnim, wieku.
Moim zdaniem jest to najgorsza książka pani Black, którą do tej pory przeczytałam. Jak pewnie wszyscy, którzy czytali moje poprzednie recenzje książek pani Black, wiedzą - uwielbiam jej styl pisania. Tutaj także bardzo podobało mi się to, że język, którym posługiwali się bohaterowie, był niesamowicie zrównoważony. Każdy z nich miał specyficzny sposób mówienia, specyficzny sposób bycia i naprawdę to tutaj cenię. Ravus, który jednak jest trollem, który znacznie więcej przeżył niż inni bohaterowie, mówił nieco innym językiem - bardziej uroczystym i oficjalnym - niż chociażby Lolli, która mówiła po prostu, jak malusia, urocza dziewczynka.
Zawiodłam się jednak na samej historii. Jak dla mnie była zbyt przewidywalna i po prostu nudna. Zwłaszcza trzymając jeszcze w pamięci poprzednie książki autorstwa pani Black, ta pozycja wydawała mi się taka... nijaka.
I najgorsze jest to, że czuję, że z tej historii można by wyciągnąć coś naprawdę dobrego, ale niestety autorce się to nie udało.
Nie mogłam też znieść wątków miłosnych. Jak zazwyczaj autorce udawało się tak dobrze wpleść te wątki, tak żeby były, ale żeby niekoniecznie były gdzieś na pierwszym planie oraz żeby nie były takie sztuczne, a trochę niespodziewane i rozwinięte, ogółem bardzo dobrze napisane, tak tutaj wszystko to było mocno okrojone i bardzo naciągane, w dodatku bardzo nierealne i płytkie.
Naprawdę spodziewałam się czegoś znacznie lepszego przez doświadczenie z poprzednimi dziełami tej autorki. Zauważyłam jednak postęp, jaki nastąpił w rozwoju literackim pani Black i naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak się rozwinęła na przestrzeni lat. Oczywiście przeczytam też ostatnią część tego cyklu, nawet niedawno się w nią zaopatrzyłam, mam nadzieję, że będzie chociaż trochę lepsza od tej. Naprawdę bardzo chciałabym, żeby "Żelazna kraina" była znacznie, znacznie lepsza. Osobiście przyjemniej pisze mi się pozytywne recenzje, w których mogę wychwalać autorów pod niebiosa za to jak niesamowicie coś napisali, niż pisać jak bardzo się nad ich dziełami zawiodłam.
Jak dla mnie książka zasłużyła na 4 różyczki z 10 możliwych i przyznaję, że trudno jest mi się z tym pogodzić. Naprawdę liczę, że kolejny tom będzie lepszy. Przyznam się, że z desperacji sprawdziłam oceny na lubimy czytać i na moje szczęście kolejna część ma trochę lepsze oceny niż ta.
Ale już dłużej was nie przytrzymuję, z mojej strony to tyle! Bardzo chętnie dowiem się jaka jest wasza opinia na temat tej książki, może zechcecie ze mną polemizować, albo się zgodzić - zapraszam do dyskusji w komentarzach, albo w jakichś prywatnych wiadomościach (w zakładce "kontakt" znajdziecie inne sposoby jak się ze mną skontaktować).
Dziękuję wam oczywiście za poświęcenie waszego wolnego czasu i przeczytanie tej recenzji. Trzymajcie się ciepło!
Miłego czytania!
Melanie Rose
14 maja 2021r.




Komentarze