"Klan Wilczycy" - Maite Carranza || Książki przy róży
- Melanie Rose

- 20 lis 2020
- 4 minut(y) czytania

Witajcie Różyczki!
Na dzisiaj przygotowałam dla was recenzję dosyć "starej"* książki (bo aż z 2005 roku). Książka jest pierwszą częścią serii "Wojna czarownic", autorstwa pani Maite Carranza.
Autorka jest Hiszpanką i z tego co wyczytałam to ma na swoim koncie około 40 tytułów, więc naprawdę wow! Znalazłam jednak jedynie cztery jej książki (a przynajmniej takie przetłumaczone na język polski) czyli właśnie seria "Wojna czarownic" oraz książka "Siostry, Psy i Wariaci".
Pisanie akurat tej serii o czarownicach autorka poprzedziła podobno wieloma podróżami i badaniami, aby dokładnie zgłębić magię w różnych rejonach świata, co naprawdę się szanuje! Myślę, że nawet po tej części widać, że jakiś research został zrobiony, mamy tutaj do czynienia z "innym" rodzajem magii - chociażby wróżenie z wnętrzności zwierząt - a nie tylko machanie różdżką i wypowiadanie zaklęć.
Jeśli jednak chodzi o samą książkę...
Na początku wydawała mi się baaardzo nudna. Nie potrafiłam przebrnąć przez pierwsze rozdziały, co wiadomo, w niektórych książkach się zdarza - znacznie jednak wolę te, w których się tak nie dzieje.
Wiem, że może nie powinnam tego tak oceniać, ale musimy jednak pamiętać, że książki się starzeją, zwyczaje i język się zmieniają. Czytając czułam, że ta książka jest "starsza", może też dlatego, że była napisana takim pseudo-młodzieżowym językiem, a niektóre sytuacje, związane z główną bohaterką były po prostu komiczne, mimo że powinny zdawać się nam dramatyczne i tragiczne.
Główna bohaterka - Anaid, też mi zresztą nie przypadła jakoś specjalnie do gustu. Według mnie, zwłaszcza na początku, zachowywała się strasznie głupio. Zresztą na końcu trochę też. Może mam trochę "stare podejście", bo nie jestem czternastolatką, ale ciągłe i celowe przeciwstawianie się starszym, bardziej doświadczonym i inteligentnym ludziom było okropnie głupie. Zwłaszcza, że przez to też wpadła w kilka nieprzyjemnych sytuacji. Myślę, że nie dość, że na "starszych"** czytelnikach powoduje to lekkie zażenowanie, to może to źle wpływać na "młodszych"** czytelników, do których książka jest skierowana - nie chodzi mi tutaj już o jakiś "bunt", buntujcie się ile wlezie, byleby rozsądnie i zgodnie z waszymi przekonaniami, ale o to, że czasami warto jest się kogoś posłuchać, a przynajmniej go wysłuchać i rozważyć jego słowa, zwłaszcza jeśli ta osoba ma więcej doświadczenia niż wy, niekoniecznie przecież musi być starsza. Przepraszam was bardzo ciocia Melanie za bardzo wzięła sobie ten temat do serca, ale skoro już przy tym jestem, to pamiętajcie, że jeśli macie jakiś problem, zawsze proście o pomoc - jeśli chcecie, możecie nawet mnie! - bo dana osoba może niekoniecznie będzie miała rozwiązanie problemu, ale na pewno będzie was wspierać!
Dalej... Mimo wszystko trzeba jednak przyznać, że bohaterka nie jest aż taka zła. Anaid jest silną osobą, trochę głupiutką i naiwną, ale silną. Dodatkowo bardzo utalentowaną i odważną, czego dowiadujemy się prawie na każdym kroku. Tutaj myślę, że autorce się udało - stworzyła naprawdę dobrą postać pod tym względem. JEDNAK moim absolutnym faworytem, jeśli chodzi o postacie w tej książce jest ciotka Criselda - uwielbiam tę kobietę, za każdym razem sprawiała, że na moich ustach pojawiał się uśmiech. Jeśli zastanawiacie się czy przeczytać tę książkę, zróbcie do dla ciotki Criseldy - ciotka Criselda powinna dostawać nagrody za samo bycie sobą, naprawdę! Stan ciotka Criselda.
Poza niektórymi wadami, sam pomysł na książkę jest naprawdę świetny, może gdyby teraz "przepisać ją na nowo", usuwając niektóre żenujące sceny, albo słowa byłaby znacznie lepsza - byłabym w stanie przeboleć nawet tą głupiutką wersję Anaid - nie każdy jest przecież idealny, ale nie umiem powiedzieć tego samego o tych okropnych miejscami dialogach (które mogą też być winą tłumacza i roku, w którym książka została napisana) albo scenach, które sprawiały czasami, że miałam ochotę rzucić tą książkę gdzieś daleko od siebie i nigdy więcej na nią nie patrzeć.
Uwielbiam w takich fantastycznych książkach jakieś mapy wymyślonych światów, albo legendy, czy nowe religie - tutaj dostaliśmy bardzo rozbudowaną legendę, opowiadająca w pewnym sensie o powstaniu czarownic. Nie poznajemy jej od razu, co jakiś czas dostajemy fragment jakiegoś proroctwa, czy traktatu, a w jednym rozdziale autorka przybliża nam całą legendę, która naprawdę bardzo mi się podobała! Nie chciałabym wam tego jakoś za bardzo zdradzać, bo nie o to tutaj chodzi, ale bardzo podoba mi się pokazanie tego, że czarownice mogą być i dobre i złe, nie każda czarownica jest dobra, nie każda jest zła oraz to, że autorka pokazała nam motywy tych "złych" czarownic - nie tylko powiedziała "te są be im nie ufajcie", ale pokazała, że to "zło" skądś się wzięło.
Jestem też ciekawa jak cała ta historia się rozwinie, co się potoczy dalej, bo mimo tych niektórych wad, naprawdę jako tako nie była to zła lektura. Dlatego też spróbuję gdzieś dorwać kolejne części i jak najszybciej wam tu coś o nich napisać.
Podsumowując, nie było to może NAJGORSZE co czytałam, ale książka nie należy też do moich ulubionych. Niektóre wątki nie przypadły mi do gustu, inne - nawet bardzo. Jeśli lubicie młodzieżowe, może trochę infantylne książki o czarownicach, magii i trochę też poznawaniu samego siebie - coś dla was, jeśli nie przepadacie, polecam coś innego. Jak dla mnie "Klan wilczycy" zasługuje na 5 i pół różyczki na 10 możliwych.
Miłego czytania!
Melanie Rose
* może nie jest faktycznie starą książką, ale będzie już miała jakieś 15 lat, więc uznajmy, że w porównaniu do książek z chociażby 2018 roku jest już dosyć stara.
** nie chciałam tutaj nikogo "krytykować", pamiętajcie, że wiek nie jest wyznacznikiem czyjejś inteligencji, albo czegoś w tym stylu!
20 listopada 2020r.




Komentarze